Scharakteryzowanie panującej obecnie aury, wymyka się definicjom, które kiedyś znajdowały swój wyraz w banalnych uproszczeniach a la: „Żydokomuna”, „Fołksfront” itp. Niektórzy mówią o: „dyktaturze intelektualnej lewicy”. Nie jest to wszakże określenie ścisłe, odkąd pierwotne pojęcie „lewicy” i „prawicy” znacznie się zatarły, nie stanowią dawnego rozgraniczenia, a ponadto ulegają dowolnej interpretacji. Tak np. system panujący w Izraelu, albo reformy socjalne Nassera w Egipcie, mają dużo pokrewnego z faszyzmem, choć potraktowano by za obrazę je tak nazywać.
Czasem wydaje się, że arystokrację intelektualną, sprawującą dziś tzw. „rząd dusz”, porównać by można do sprzysiężenia pewnego rodzaju snobów, traktujących przekroczenie niektórych granic światopoglądowych za równie niedopuszczalne, jak niedopuszczalne było kiedyś w sferach ekskluzywnych przekraczanie ściśle przestrzeganych form towarzyskich. „Antykomunizm” budzi w nich podobny odruch niesmaku, jak jedzenie ryby nożem wśród dobrze ułożonych biesiadników.
Gdyby powiedzieć, że typowym reprezentantem tego obozu, są odgórnie popierane przez odnośne czynniki amerykańskiego departamentu stanu takie instytucje jak „Kongres Kultury”, takie pisma jak angielski „Encounter”, francuskie „Preuves”, „Esprit”, rosyjski „Socjalisticzeskij Wiestnik”, polska „Kultura”, niemiecki „Der Monat” i rozmaite „Kontakte” „Brucke”, „Begegnung” itp. analogiczne organy we Włoszech, Hiszpanii po Japonię, – toby się rzecz przesadnie zawęziło. Nie ułatwi i rozszerzenie na paryski „Express”, włoską partię Nenniego czy angielską Labour Party. Były też niesprawiedliwym uproszczeniem pogląd, że znamienną sztancą tego obozu jest stanowisko, iż nie człowiek ma prawo zabierać głos, a wyłącznie antyfaszysta.
W istocie obóz ten reprezentowany jest przez niezliczone szeregi dzisiejszych „postępowców”, bardzo różnych odcieni. Są naturalnie wszyscy demokratami, ale kto dziś nim nie jest! Nie to więc jest cechą wspólną, jeżeli chodzi o stosunek do teraźniejszości. Natomiast pewnej wspólnej, a charakterystycznej więzi dopatrzyć by się można w stosunku do przeszłości. Mianowicie w jakimś stopniu, ale pozytywnej i oceny rewolucji bolszewickiej w Rosji, z roku 1917.
W latach trzydziestych zarysował się wyraźny trzon we wspólnym froncie antyfaszystowskim, podczas wojny domowej w Hiszpanii. Widzimy go na stanowisku antyfrankistowskim, w niewątpliwym połączeniu z prokomunizmem, w pewnym stopniu z prosowietyzmem. Przykładowym typem tego okresu jest niekomunista Hemingway: „Jeżeli tu zwyciężymy, zwyciężymy wszędzie! …” („For Whom the Bell tolls”, wydanym zresztą w książce dopiero w r. 1940). Wszakże rozczarowania lat następnych, a zwłaszcza sojusz hitlerowskosowiecki z sierpnia 1939 roku, narzucił konieczność pewnej rewizji dotychczasowego stanowiska. Dokonano jej przez znalezienie szczęśliwej formuły, która nie narażając ani na utratę twarzy, ani ciągłości ideologicznej, ani tradycji prorewolucyjnej, pozwalała wybrnąć z położenia. Tą magiczną formułą stał się: „antystalinizm”, w odróżnieniu od „reakcyjnego” antykomunizmu. Wprawdzie w okresie drugiej wojny światowej wypadło go schować do szuflady, tym większego wszakże nabrał znaczenia po wojnie, a z początkiem, „wojny zimnej”. Od tej chwili bohaterem dnia staje się były komunista, przez Stalina rozczarowany. Moda i zapotrzebowanie na ludzi typu Koestlera, okazała się tak duża, iż znaleźli się tacy, którzy nic poprzednio ani z komunizmem, ani nawet socjalizmem nie mając wspólnego, poczęli się pod byłych komunistów podszywać.
Klajstrem zewnętrznym pozostał nadal „antyfaszyzm” i antywszelka reakcja; ironiczny, choć nie pozbawiony pobłażliwego wzruszenia ramion, stosunek do minionej, monarchicznej, liberalnej, dziewiętnastowiecznej, przedrewolucyjnej epoki, i do wszystkiego co było z nią związane. A więc i do indywidualizmu tej epoki.
To wszystko jednak są widome znaki tego, co nazwaliśmy dominującym dziś obozem intelektualnym. Bardziej charakterystyczne są może jego oznaki ukryte.
Józef Mackiewicz
7 lutego 2022 o 16:09
Antyfaszyzm to choroba umysłowa
6 kwietnia 2022 o 20:29
Józef Mackiewicz ur. 1902 w Petersburgu, zm. 1985 w Monachium; pisarz, reporter, publicysta. Brat S. Cat-Mackiewicza. Od 1907 mieszkał w Wilnie. Brał udział jako ochotnik w wojnie 1920. Studiował nauki przyrodnicze na UW. W czasie okupacji opublikował w wileńskiej prasie kilka artykułów, które uznano za świadectwa kolaboracji. Podziemny sąd skazał go za to na karę śmierci, wyroku nie zdołano jednak wykonać. Ocena tego faktu do dziś jest przedmiotem gorących sporów i polemik. W 1943 brał udział, jako polski świadek w ekshumacji grobów katyńskich. W 1944 przedostał się do Krakowa, skąd w 1945 wyjechał do Włoch, potem do Anglii. Od 1955 zamieszkał w Monachium.
.
Debiutował zbiorem opowiadań 16-go między trzecią a siódmą (1936). Następnie ogłosił m.in. powieści: Droga donikąd (1955), Karierowicz (1955), Kontra (1957), Sprawa pułkownika Miasojedowa (1964), Nie trzeba głośno mówić (1969); reportaże i artykuły publicystyczne Bunt rojstów (1938), Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów (1948), Watykan w cieniu czerwonej gwiazdy (1975), Fakty, przyroda i ludzie (1984). Już po śmierci Mackiewicza ukazał się wybór publicystyki Gdybym był chamem. Antologia (1987).
.
W pisarstwie Mackiewicza dominują dwa motywy, którym pisarz był zawsze wierny i które artykułował dobitnie. Motyw pierwszy to żywiołowy antykomunizm. Dla M. komunizm to zło absolutne, a wiara, że można go reformować czy obłaskawiać jest naiwnością, natomiast jakakolwiek współpraca z nim to zbrodnia. By myśl tę mocniej wyeksponować, Mackiewicz był w swoim pisarstwie świadomie stronniczy, nie cofał się przed przejaskrawieniem, wplataniem w obręb powieści całych obszernych partii dywagacji historiozoficznych i namiętnej publicystyki, co niekiedy rozsadzało ramy fabularne jego utworów, obniżające ich rangę artystyczną. Ze szczególną konsekwencją tropił wszelkie przejawy współpracy z komunistami; wobec wszystkich, którzy taką współpracę podjęli, przyjmował postawę bezwzględnego oskarżyciela. Motyw drugi to głęboka więź i poczucie solidarności z narodami wschodniej Europy, które wyjątkowo brutalnie i tragicznie zostały doświadczone przez historię XX wieku. W imię tej właśnie solidarności Mackiewicz nie cofał się przed atakowaniem największych autorytetów, płacąc za to zupełnym osamotnieniem.